Wybierz miasto
Kultura Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

Niebanalny i prawdziwy „antrakt”

2010-03-17

 Arkadiusz Buczek, poeta, prozaik, wokalista formacji antybiotyk, wydał kolejny tom swojej poezji - „antrakt". O sobie mówi, że jest „kawałkiem złamasa", natomiast jego poezja potrafi trafić do każdego. Przeprowadziłam rozmowę z tym wyrazistym poetą o nim, jego twórczości i życiu.

Pierwsze moje pytanie będzie dotyczyć nie twojej poezji a ciebie. Czytając twój nowy tomik wierszy, „antrakt", z łatwością mogłam naszkicować sobie obraz autora, ponieważ duża część wierszy jest  bardzo osobista. Kim jednak jest Arkadiusz Buczek, co sam o sobie myśli?

Arkadiusz Buczek: Kawałkiem złamasa (śmiech)! Tak poważnie, jestem taki, jakie są moje wiersze. Nie oddzielam bycia człowiekiem od bycia poetą, życia prywatnego od poezji. Dla mnie jest to jedno i to samo. Staram się uczynić sztukę z własnego życia.

Mieszkałeś we Wrocławiu. Tam formacja antybiotyk miała swój pierwszy skład. Co jednak spowodowało, że się przeprowadziłeś i dlaczego akurat Trójmiasto, a konkretnie Sopot?

Arkadiusz Buczek: We Wrocławiu zrobiłem wszystko, co miałem do zrobienia. Poczułem, że muszę coś zmienić. Mój świat tam się skończył. Do tego doszły też kwestie osobiste. Kobieta, z którą kiedyś byłem, przeprowadziła się do Sopotu i ja też postanowiłem się tu przenieść.

Co, jeśli w ogóle coś, urzekło ciebie w Sopocie?

Arkadiusz Buczek: Czy ja jestem urzeczony Sopotem...? Jest tu fajnie. To taka mała „lanserska" wiocha (śmiech). Przyjemny jest spokój, kiedy człowiek wychodzi z domu i nie musi wtapiać się w wielki tłum.

Jak zaczęła się twoja miłość do poezji? Od kiedy wiedziałeś, że będziesz pisać, że zostaniesz poetą?

Arkadiusz Buczek: Zacznijmy od wersji nieoficjalnej. Gdy miałem 4 lata, a może trochę więcej, siedziałem w piaskownicy i bawiłem się żołnierzykami. Właśnie wtedy wybuchł Czarnobyl i tak mi już zostało (śmiech). A wersja oficjalna jest taka, że od dziecka czułem miłość do książek. Moja mama jest polonistka, już na emeryturze. Pozwalała czytać mi do oporu, tyle ile chciałem. Bardzo zafascynowała mnie poezja Twardowskiego, która nie ma kompletnie nic wspólnego z moją twórczością. Pomijając jego podejście religijne, które kompletnie mi nie odpowiada, urzekł mnie sposób patrzenia na świat Twardowskiego. Później zacząłem zagłębiać się w poezję kolejnych poetów, którzy mniej lub bardziej mi się podobali i postanowiłem, że spróbuję swoich sił pisząc. W wielu 13-14 lat zacząłem swoje pisanie od prozy a z poezją zmierzyłem się w wielu lat 16.

Wspomniałeś, że religijne podejście do życia kompletnie Ci nie odpowiada. Można to zauważyć w „antrakcie". W co wierzysz? Czym kierujesz się w życiu?

Arkadiusz Buczek: Wierzę w poezję i kieruję się swoimi zasadami. Nie wierzę w żadną religię, system czy państwo. Mierzi mnie bojaźń przed Bogiem i świętobliwość na pokaz, która panuje w Polsce. Mam swoje zasady i wiem, że są dobre. Nie uważam się za złego człowieka i kieruje się tym, co dla mnie w życiu jest ważne. Nie trzeba być ani katolikiem, ani żyć w idealnej zgodzie z prawem, żeby postępować dobrze i być ok.

W „antrakcie" poruszasz tematykę bliską każdemu człowiekowi. Tak naprawdę twoje wiersze cechuje ogólna krytyka. Czytając je rzeczywiście ciężko się z tobą nie zgodzić, ale są one bardzo smutne, ponure i pesymistyczne. Czy całą twoja twórczość jest taka, czy napisałeś coś optymistycznego?

Arkadiusz Buczek: Tak, było światełko w tunelu, ale okazało się nadjeżdżającym pociągiem (smiech). Ja w ogóle jestem smutnym i ponurym gościem. Dojrzewałem do tego latami i teraz lubię siebie właśnie takiego, jakim jestem. Piszę o otaczającym mnie świecie i o tym co mnie dotyka. Faktycznie, jest to trochę osobista psychoanaliza, zrywanie z siebie brudu czy nawet swoiste oczyszczenie. Po prostu tak widzę świat, w takich barwach i nie będę na siłę udawać, że wszystko jest różowe. Jest czarne i do dupy, a na piękne momenty trzeba bardzo długo, niestety, czekać, przynajmniej w moim świecie.

Czym jest dla ciebie „antrakt"? Czy ma on tylko zaskakiwać i szokować, czy jest to twój sposób, żeby się wykrzyczeć?

Arkadiusz Buczek: Myślę, że szokujący to on nie jest. Mój poprzedni tom, „cztery ściany i drzwi bez klamki", był szokujący. Po „antrakcie" mój wydawca stwierdził, że „straciłem jaja"(śmiech), jednak większość osób, które przeczytały ten tom, twierdzi, że jest on najdojrzalszy ze wszystkich, najbardziej spójny. Kiedyś ktoś dla mnie bliski powiedział, że w każdym wierszu żegnam się ze światem. Rzeczywiście „antrakt" jest utrzymany w takim duchu, choć do końca aż tak tego nie postrzegam. Nie jest to ostry tom, ale jest dojrzały. Doskonale komponuje się też z płytą antybiotyku, która jest dodana do każdego tomiku „antraktu".

Dzięki zastosowanym przez ciebie zabiegom stylistycznym w wierszach w „antrakcie", typu przeniesienia czy brak jakichkolwiek znaków interpunkcyjnych, pozostawiasz czytelnikowi swobodę interpretacji wierszy. Nie boisz się, że mogą one być źle zrozumiane?

Arkadiusz Buczek: Nie. Faktycznie, mój warsztat jest pozbawiony zupełnie znaków interpunkcyjnych, bo ich po prostu nie znoszę! Nawet myślę o tym, żeby je zarzucić w prozie. Wiersz jest zlepkiem słów i często nie wiadomo, kiedy przystanąć na chwilę i zakończyć daną frazę. Spotkałem się ze zdaniem osób, które mówiły, że muszą przeczytać kilka razy mój wiersz, żeby w ogóle zrozumieć, o co w nim chodzi. Czasem dzielę wersy w połowie. Myślę, że ma to swój urok. Piękne jest to, że te same słowa w innym szyku zawsze mogą stworzyć zupełnie inny sens przekazu. Moją poezję można po prostu czytać dowolnie, niekoniecznie zwracając uwagę tylko na jej płyciznę w postaci, na przykład, wulgarnych słów, ale na to drugie zawarte w wierszach dno.

Do kogo kierujesz swoją twórczość, swoje wiersze?

Arkadiusz Buczek: Moim gronem odbiorców kiedyś byli tylko moi znajomi. Przedział wiekowy od 30 do 70 lat. Teraz zauważam, że bardzo młodzi ludzie czytają moje wiersze i je dobrze odbierają. Dobrym przykładem tu jest Śmigło, perkusista zespołu Shellfire, który wymyślił sobie, że wyrecytuje któryś z wierszy na jakiejś imprezie w jego szkole, a ma  tylko 15 lat (śmiech).

Trudno było nie zauważyć, że kilka wierszy poświęciłeś kobietom, szczególnie jednej kobiecie. Piszesz też o przelotnych znajomościach czy romansach, a nawet w jednym wierszu wspominasz, że byłeś żonaty. Nie pytam się, czemu miłość się skończyła, ale zapytam, dlaczego nie dałeś sobie drugiej szansy? Czemu nie poddałeś się drugi raz temu uczuciu, przecież miałeś ku temu okazje?

Arkadiusz Buczek: Tak, byłem żonaty i rozwiodłem się. Dzieci nie mam. Myślałem, że kobieta, za którą tu przyjechałem, to miłość mojego życia, ale okazała się być bardziej femme fatale. Większość wierszy związanych z kobietą czy kobietami, jest o niej i dla niej. W poprzednich tomach też, bo to długo trwało. Natomiast jest jeden wiersz w „antrakcie" dedykowany dziewczynie, która wyjechała do Dublina. Była to bardzo urocza istota, która strasznie chciała być ze mną, a ja ją niestety olałem. Czasem myślę, że jednak szkoda, ale wiem, że ja się po prostu nie nadaję do związków.

Czemu tytuł „antrakt"?

Arkadiusz Buczek: Tytuł ma długą genezę. Zazwyczaj jest tak, że gdy kończę jeden tom, to zaczynam następny. Na ogół  zdarzają mi się roczne cykle. Ten tom pisałem prawie dwa lata. Współpracowałem wtedy z jednym z wrocławskich teatrów. Planowaliśmy zrobić tam pewien projekt spektaklu, ale niestety nie doszło do jego realizacji, z różnych przyczyn. Kocham teatr i słowo „antrakt" jakoś błąkało się długo po mojej głowie. Przed tym tomem chciałem wydać jeszcze zbiór miniaturowych opowiadań ale pomysł płyty antybiotyku dodanej do tomiku poezji, przyspieszył wydanie tych wierszy. Myślałem poważnie, żeby zrobić sobie przerwę od poezji i zająć się prozą. Chciałem zrobić sobie taki osobisty antrakt. Trzecim powodem, dlaczego akurat taki tytuł, jest wiersz tytułowy. Rzadko mi się zdarza, że umieszczam jakieś wiersze tytułowe. Mój dotyczy oczywiście kobiety. Powstał na krótko przed moim wyjazdem z Wrocławia. To była moja przerwa, dziura w życiorysie. I, przyznam, bałem się, że zostanę zapomniany, zanim znów się odezwę. To był mój antrakt.

Czy kolejność wierszy w „antrakcie" jest przypadkowa, czy istnieje jakiś klucz do niej?

Arkadiusz Buczek: Oczywiście że jest klucz. To chronologia. Zawsze była dla mnie ważna. Każdy mój wiersz prywatnie jest opisany datą, później oczywiście nie ma tego w książkach. W każdym tomie poezji wiersze są ułożone chronologicznie, budują moją historię. Nie ma sensu cofać się do jakichś wydarzeń, albo uciekać daleko do przodu.

Prawdopodobnie każdy z wierszy jest jak twoje dziecko. Czy w „antrakcie" znajduje się, jednak ten najważniejszy, najukochańszy?

Arkadiusz Buczek: Są nawet dwa. Pierwszy, „rozpierdolcie moją dzielnicę doszczętnie", dotyczy mojej ukochanej, trochę zakapiorskiej dzielnicy we Wrocławiu. Niestety ona się już powoli zmienia. W pewnym momencie w tej starej dzielnicy miasto zaczęło stawiać wielkie betonowe kloce, w których powstały pasaże handlowe, biura, apartamenty, niszcząc wszystko! Pomyślałem sobie, że ten fajny klimat, który uwielbiam, za jakiś czas będzie tylko wspomnieniem. Wszędzie będą bramy z działającymi domofonami i ludzie odgrodzą się od siebie nawzajem. Koloryt tej dzielnicy, czyli rdzennych jej mieszkańców, wysiedlą na rzecz nowobogackich przyjezdnych. Tak w ogóle to jest to jedyna wrocławska dzielnica, która nie uległa poważnemu zniszczeniu podczas wojny, bo Ruscy tam nie doszli. Teraz można jeszcze kręcić tam filmy wojenne, bodajże „Kobietę w Berlinie" tam właśnie robiono, ale głowy nie dam sobie uciąć. Szkoda tego wszystkiego! Kolejnym wierszem, do którego mam sentyment, jest „wysyłają do mnie mejle". Opowiada o młodych poetach, którzy do mnie piszą. Nie zawsze czuję, się na siłach, żeby ich oceniać, ale zawsze odpisuję. Nie uważam, żebym był kimś, kto mógłby się wymądrzać na temat poezji. Nie jestem ani Miłoszem, ani Szymborską.

Tom wierszy „antrakt" Arkadiusza Buczka można już nabyć, przeczytać w salonach Empik czy dobrych księgarniach. Naprawdę warto sięgnąć po tę książkę i wgłębić się w szczerą i ludzką poezję!

 

 Nagranie wiersza "parada głuchych" z najnowszego tomu Arkadiusza Buczka, "antrakt", zostawo wykonane w salach prób Ramtamtam, w Sopocie.

Z poetą rozmawiała:
Kinga Strąkowska
(kinga.strakowska@dlastudenta.pl)

więcej o Arkadiuszu Buczku można przeczytać na jego stronie:
http://www.arkadiuszbuczek.republika.pl


 

Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

  • MIŁOŚĆ TWOJEGO ŻYCIA [0]Tak, to prawda. Potwierdzam. Jesteś "kawałkiem złamasa" i facetem bez jaj. I mówię to wszystkim "uroczym istotom" z Dublina i nie tylko.

    2010-03-24, 00:53:01
    femme fatale
Zobacz wszystkie wypowiedzi
 
BLOK PROMOWANY
Weź udział w konkursie i poznaj moc jagód acai!Przetestuj nowe kosmetyki Ziaja polecane w pielęgnacji współcześnie wrażliwej skóry.

Zapowiedzi

Jaskiniowiec

Reżyser:
Gatunek: Animacja
Produkcja: Francja/Wielka Brytania
W kinach od: 02-02-2018

FB dlaMaturzysty.pl reklama