Nowości - Literatura

"Zbrodnia i Karaś" - wyjątkowa komedia o życiu studenkim w Polsce

2019-03-13 10:01:54

Do księgarń trafiła wyjątkowa komedia o życiu studenckim w Polsce - „Zbrodnia i Karaś”. Koniecznie zapoznajcie się z opisem wydawcy oraz krótkim fragmentem powieści poniżej!

Zbrodnia i Karaś

O książce

„Emocje i dobra zabawa – gwarantowane. Polecam!” – Alek Rogoziński

Na terenie kampusu Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie dwie sprzątaczki znajdują ciało Ernesta Karasia, znienawidzonego przez współpracowników i studentów profesora. Gdy wykładowca wydawał ostatnie tchnienie, w budynku Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych przebywało tylko dziesięć osób: czy którejś z nich mogło zależeć na usunięciu Karasia? A może po prostu doszło do nieszczęśliwego wypadku? Tak byłoby lepiej dla wszystkich zainteresowanych i samej uczelni, bo skandal mógłby zniszczyć jej i tak nie najlepszą opinię...

„Zbrodnia i Karaś” Aleksandry Rumin to brawurowo napisana, pełna absurdalnego humoru powieść, która łączy elementy kryminału z satyrą na środowisko uniwersyteckie. Zawrotne tempo, nieprawdopodobne zbiegi okoliczności i galeria bohaterów – z kotem Stefanem na czele – sprawiają, że nie można się od niej oderwać. Barwne perypetie wsysają niczym błoto na drodze do budynków UKSW przy ulicy Wóycickiego w roku 2006.

„Genialny humor, niezwykła konstrukcja powieści, bohaterowie z tej i nie z tej ziemi a do tego odrobina inteligentnej złośliwości na czasie. Ta autorka przewróci świat komedii kryminalnej do góry nogami!” – Iwona Banach

„Jeśli nie Oksford, to co? Uksford. Miejsce dla tych, którym się nie udało i którzy skrywają brudne sekrety. Miejsce, w którym tak samo ważny okaże się głos profesora i studenta, jak i sprzątaczki, ducha oraz kota. W „Zbrodni i Karasiu” Aleksandra Rumin pokazuje, że komedia kryminalna może nie tylko bawić, ale i celnie portretować pewne zjawiska. Autorce udaje się bowiem pokazać enklawę siermiężności i prowincjonalności tam, gdzie niektórzy chcieliby widzieć centrum świata. Warto!” – Bernadetta Darska

Przeczytajcie fragment książki

Czwarta władza

Światła zostały rozstawione, ale twarz prowadzącego wymagała ostatnich poprawek.

– Pani Kasiu, niech pani lepiej przypudruje policzki, bo znowu będę się świecił – pouczał mężczyzna, który siedział na składanym krzesełku ze wszystko mówiącym napisem GWIAZDA na materiałowym oparciu. – Trzeba dbać o detale, bo inaczej znowu zjadą mnie w „TeleTygodniu”!

– Proszę się nie martwić, będzie idealnie – wizażystka przekonywała zarozumialca. – Sam Brad Pitt zzielenieje, jak pana zobaczy w telewizji – dodała przymilnym tonem, bo miała mnóstwo doświadczenia w postępowaniu z takimi bubkami.

– Tylko nie za dużo podkładu! – wykrzyknął przerażony, kiedy zbliżała się do niego z gąbeczką nasączoną brązową mazią. – Czy to na pewno dobry odcień? Ostatnio trochę się opaliłem. I bez efektu pandy, proszę! Jestem prawdziwym mężczyzną, a takie tapety są dobre dla bab! – stwierdził z przekonaniem, przyglądając się z podziwem wypolerowanym paznokciom, nad którymi najdroższa w stolicy manikiurzystka pracowała długimi godzinami.

– Spokojna głowa, wiem co robię – Kasia ledwo powstrzymywała złość.

– Pani poprzedniczka też tak mówiła. – Wymownie spojrzał na kobietę. – Ale już ze mną nie pracuje – dodał z wyraźną satysfakcją.

Pani Kasia, prawdziwa artystka z wieloletnim stażem w zawodzie, właśnie miała mu powiedzieć, gdzie dokładnie może sobie wsadzić swoje groźby, ale przeszkodził jej reżyser:

– Sylwek, jesteśmy gotowi, kręcimy! – wykrzyknął z fałszywym entuzjazmem, bo od dziecka marzył o robieniu zaangażowanych dokumentów zdobywających nagrody na międzynarodowych festiwalach i pracę w telewizji uważał za poniżającą.

Reporter telewizyjny był profesjonalistą w każdym calu, a przynajmniej tak lubił o sobie myśleć, więc zerwał się z krzesełka i stanął przed kamerą.

– Cisza! Proszę państwa o ciszę! A co to jest? – zapytał i wskazał spacerującego między kablami rudego kota.

– Kot – odparł asystent.

– No przecież widzę, że kot, jełopie jeden! – krzyknął reżyser. – Przepędzić ścierwo, bo plącze się pod nogami i gotowe wejść nam w kadr!

Asystent, który po trzech miesiącach stażu w telewizji bardziej od ludzi cenił zwierzęta, uśmiechnął się przepraszająco do Stefana i dał mu znak, żeby się odsunął. Kot spojrzał na niego ze zrozumieniem i oddalił się z planu, uprzednio bezceremonialnie załatwiając się na drogi sprzęt, który ktoś z ekipy zostawił na chodniku. Reżyser udał, że tego nie widzi, bo mieli dwie godziny opóźnienia, więc w duchu przeklął sierściucha i wrzasnął:

– Kamera, akcja!

– Witajcie tropiciele sensacji! Przed wami kolejna mrożąca krew w żyłach historia! Nazywam się Sylwester Kocimiętka, a to jest najchętniej oglądany program w dziejach telewizji polskiej: Dziwy nie z tego świata! W dzisiejszym odcinku odwiedzimy Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, gdzie od niedawna dochodzi do bardzo niepokojących zdarzeń. Słychać przerażające odgłosy kroków, samoczynnie trzaskają drzwi i okna, przedmioty giną i odnajdują się w dziwnych miejscach, a ludzie czują jakąś tajemniczą obecność! Czy budynek Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych jest nawiedzony?? To pytanie zadają sobie żyjący w ciągłym strachu studenci i wykładowcy. Już za chwilę dramatyczne relacje naocznych świadków! Nie odchodźcie od telewizorów, wracamy po krótkiej przerwie reklamowej! – zakończył z przejęciem.

– Cięcie! – krzyknął reżyser – Bardzo dobrze, a teraz dajcie cizię!

Sylwester poprawił włosy i spojrzał pożądliwie na zaproszoną dziewczynę, która miała na sobie bluzkę z wielkim dekoltem, a raczej dekolt z bluzką, oraz nieprzyzwoicie krótką spódniczkę z imitacji skóry. Ustawiła się na wskazanym miejscu i szeroko uśmiechnęła, ukazując przeraźliwie białe zęby.

– Kamera, akcja!

– Nadal jesteśmy na kampusie UKSW przy ulicy Wóycickiego. W tle mogą państwo zobaczyć budynek, o którym niedługo będzie mówiła cała Polska! Jest ze mną pani Arleta Kręciołek, studentka piątego roku politologii, którą molestował duch. Pani Arleto – zwrócił się do wypacykowanej dziewczyny z tlenionymi włosami, która wypychała do kamery imponujący biust – dziękuję, że zgodziła się pani podzielić z widzami swoją tragiczną historią. Proszę opowiedzieć, co się stało.

– No… tego… – zaczęła niepewnie.

– Wiem, że to dla pani trudne – ratował sytuację Sylwek, bo od razu się skapował, że trafił mu się wyjątkowy tłumok – ale proszę spróbować. Czy duch panią dotykał?

– Tak! – triumfalnie odparła zapytana.

– A gdzie panią dotykał? – drążył prowadzący, bo widzowie uwielbiali pikantne szczegóły.

– W łazience! – odparła śniąca o pracy w telewizji Arleta.

– Stop! Cięcie! – wykrzyknął zdenerwowany Sylwek. – Co to ma być? Skąd żeście ją wytrzasnęli??

– Sama się zgłosiła – odpowiedział reżyser. – Dobrze, pani już dziękujemy – powiedział do Arlety, która została brutalnie odsunięta na bok.

– Będę w telewizorze? Bo pochwaliłam się mamusi i obdzwoniłam wszystkich znajomych! – załkała. – Obiecałeś, że jak zrobię striptiz, to wystąpię w programie. Przysięgałeś! – Wskazała oskarżycielsko na reżysera.

– Nie wiem, o czym pani mówi, widzę panią po raz pierwszy w życiu! – dodał wystraszony, bo w tej branży plotki roznosiły w błyskawicznym tempie, a on miał żonę i dziecko w drodze. – Zabierzcie ją! – wydał rozkaz oświetleniowcom i protestująca Arleta została odsunięta na odległość, z której awanturowanie się o obiecany czas antenowy nastręczało pewnych trudności. – Dawać następnego świadka! – Pociągnął nosem. – Co to za smród?

– To ja – odparł zgodnie z prawdą i z nieskrywaną dumą Trefny Bolek.

– Pan chce wystąpić przed kamerą w tych brudnych łachmanach? – zapytał z odrazą reżyser.

– Od tego są łachmany, żeby były brudne – odparło źródło okropnego zapachu. – Gdzie mam się ustawić?

– Ja z kloszardem nie pracuję! – zaprotestował Sylwek i strzepnął z marynarki od Armaniego nieistniejący pyłek kurzu.

– Mnie tam ganc egal – odparł Bolek, bo w przeciwieństwie do Arlety, która cicho popłakiwała, nigdy nie marzył o karierze na srebrnym ekranie – ale obiecano mi stówkę za występ i bez pieniędzy nie odejdę.

– Mam wezwać policję? – zagroził reżyser.

– Mam wezwać kolegów kloszardów? – zagroził Trefny Bolek. – Panowie chyba mają jakiś terminarz, a szkoda by było, żeby banda obszarpańców co chwila przerywała wam zdjęcia – dodał z uśmiechem.

– Masz pan i spadaj!

Reżyser wyjął z własnego portfela banknot stuzłotowy i wręczył go natrętowi.

– Dwieście!

– Miało być sto!

– Stówka za występ, druga za zmarnowany czas i straty moralne.

– Dobra. – Reżyser wyciągnął drugi banknot. – A teraz wynocha!

Trefny Bolek ukłonił się nisko, grzecznie podziękował i ruszył w dalszą drogę.

– Ta praca mnie wykończy. Mamy kolejnego świadka? Nie?! Niech to szlag! Na razie kończymy przed budynkiem i przenosimy się do środka. Adam, zabieraj lampę i idziemy!

Cała ekipa ruszyła w stronę wejścia. Sylwester właśnie przekraczał próg, kiedy wpadł na niego wielki spaślak.

– Uważaj pan… – zaczął, ale spostrzegł koloratkę i zmienił ton. – Proszę uważać, proszę księdza. Telewizja idzie! – zaśmiał się w głos.

– Telewizja? A panowie mają zezwolenie na kręcenie na terenie uczelni?

– To jest, proszę księdza, uczelnia państwowa i my mamy prawo tu filmować, bo płacimy podatki, więc jesteśmy jakby sponsorami tego przybytku! – pewnie odparł reżyser.

– A ja tu jestem jakby dziekanem i każę wam się wynosić! – wykrzyknął Alojzy Świderek. – Panie Zygmuncie – zwrócił się w stronę portierni, nadal blokując drzwi. – Pan tu pozwoli na chwilę. Trzeba panów z telewizji eskortować z terenu uniwersytetu.

– Ksiądz dziekan chyba nie wie, z kim rozmawia. To jest Sylwester Kocimiętka z programu Dziwy nie z tego świata! – nie dawał za wygraną reżyser.

– Ten od reportażu Mój królik przepowiedział nadejście Antychrysta? – zapytał dziekan.

– Ten sam – odpowiedział z dumą Sylwek, bo za ten odcinek dostał nawet kilka wyróżnień i nagrodę od ministra kultury.

– Kosmici wyjedli mi wszystkie wiśnie z sadu oraz Kaloryfer kradnie moje sny to też pana dzieła? – drążył dziekan.

– Widzę, że trafiłem na prawdziwego fana! – Sylwek rósł w oczach.

Chciał zaproponować wielbicielowi wspólne zdjęcie i autograf, ale za grubasem pojawił się dwumetrowiec o wyglądzie rasowego bandyty.

– O, panie Zygmuncie. Dobrze, że pan jest. Proszę wskazać panom drogę, bo zabłądzili. – Dziekan uśmiechnął się porozumiewawczo do nowego zmiennika pana Stacha, którego uczelnia zatrudniła w ramach programu pomocy byłym skazańcom „Druga Szansa” i ruszył w stronę kościoła św. Józefa, który znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej.

Alojzy Świderek usłyszał trzask, pisk i odgłos ciągnięcia czegoś ciężkiego po ziemi, ale się nie odwrócił.

Miał ważniejsze rzeczy na głowie od głupkowatego reportera i jego durnego programu.

ip

fot. materiały prasowe

Słowa kluczowe: książka, premiera, powieść, 2019
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
KrÃłlewska konna
Kajko i Kokosz wracają po 30 latach w komiksie "Królewska konna"

To pierwszy, pełnometrażowy album prezentujący dalsze perypetie bohaterów z Mirmiłowa.

Astralker
"Astralker" - debiut Tomasza Sobiesieka w Fabryce Słów

Nie ma granic, których nie przekroczyłaby dusza.

Zbrodnia i Karaś
"Zbrodnia i Karaś" - wyjątkowa komedia o życiu studenkim w Polsce

Zapoznajcie się z fabułą książki i przeczytajcie jej fragment!

Polecamy
Komiksowy Mały Książę
Komiksowy Mały Książę

Saint-Exupéry pisząc "Małego Księcia", stworzył niezastąpiony element dzieciństwa wielu z nas, który stał się obecnie klasykiem prozy dziecięcej. Ksiązka ta jest także wyjątkowa z innego względu - to jedyne dzieło Antoine'a Saint-Exupery'ego, które napisał w formie baśni i sam zilustrował.

"Moi Moskale..." - przekłady z poezji rosyjskiej
"Moi Moskale..." - przekłady z poezji rosyjskiej

W "Moich Moskalach" znajdziecie 210 wierszy 65 poetów rosyjskich. Antologia ta jest swoistym podsumowaniem trwającej pięćdziesiąt lat przygody Woroszylskiego z poezją rosyjską.

Ostatnio dodane
KrÃłlewska konna
Kajko i Kokosz wracają po 30 latach w komiksie "Królewska konna"

To pierwszy, pełnometrażowy album prezentujący dalsze perypetie bohaterów z Mirmiłowa.

Astralker
"Astralker" - debiut Tomasza Sobiesieka w Fabryce Słów

Nie ma granic, których nie przekroczyłaby dusza.