Dzieje się - Literatura

Maja Lidia Kossakowska: - Zawsze mam gotowy plan [Wywiad]

2018-12-18 13:47:19

W związku z listopadową premierą trzeciego tomu „Bram Światłości” mieliśmy okazję porozmawić z pisarką, z którą czytelnicy mogli się spotkać we wrocławskim Empiku w Renomie. Autorka opowiedziała o pracy pisarza, o tworzeniu cyklu anielskiego, a także o swoich planach. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Mają Lidią Kossakowską.

Maja Lidia Kossakowska

Zobacz zdjęcia ze spotkania z czytelnikami w Empiku Renoma we Wrocławiu >>

Joanna Kułak, dlaStudenta.pl: Między „Zbieraczem burz” a pierwszym tomem „Bram Światłości” była przerwa siedmiu lat. Czy powrót do cyklu anielskiego stanowił dla Pani duże pisarskie wyzwanie? Jak wyglądała praca nad książką?

Maja Lidia Kossakowska: Szczerze mówiąc, to w ogóle nie zdawałam sobie sprawy, że minęło tak dużo czasu od premiery poprzedniej powieści z tego cyklu. W pewnym momencie, pracując nad zupełnie inną książką, dużym projektem, którym jest „Takeshi”, nagle zdałam sobie sprawę, że czytelnicy czekają siedem lat i że pewnie są zniecierpliwieni, ponieważ nieraz naciskali żeby anioły w końcu się pojawiły. Pomyślałam, że odpocznę od „Takeshiego”, który jest bardzo rozbudowanym światem, gdzie muszę się czasem zmierzyć z różnymi trudnymi scenami, i że wrócę choć na chwilę do tego znanego, anielskiego.

Już podczas pisania drugiej części „Zbieracza burz” doszłam do wniosku, że może jeszcze będę kontynuowała tę serię. Wtedy właśnie zrodził się pomysł na „Bramy Światłości”. Myślałam, że to będzie krótka książka o wyprawie do Stref Poza Czasem, którą szybko napiszę, a zaraz potem wrócę do „Takeshiego”. Po czym, kiedy zaczęłam pracę, stwierdziłam, że to jednak nie może być krótka powiastka. W końcu to opowieść o poszukiwaniu Absolutu, Światłości oraz o przemierzaniu bardzo odległych i rozległych krain. Nie mogłam dopuścić, żeby członkowie wyprawy, ot tak, weszli do parku miejskiego i kawałek dalej znaleźli to, czego szukali. Dlatego musiała być to powieść bardziej epicka i zakrojona na szerszą skalę, ale nawet ja się nie spodziewałam, że wyjdą z tego trzy tomy.

Po części praca nad tą książką przypominała trochę powrót do starych przyjaciół i do znanego świata, jednak prowadziłam tę wyprawę przez nieznane dotąd i nie opisywane przeze mnie Strefy Poza Czasem. Pokazywałam też trochę więcej Głębi, między innymi pogłębiłam wątek Razjela i jego walki z tajną policją Otchłani i jej demonicznym szefem, Nergalem, więc nie poruszałam się wcale po takim znanym, absolutnie udeptanym przeze mnie uniwersum. Pisanie tych trzech tomów stanowiło pewnego rodzaju nowość także i dla mnie. Przebiegało tak, jak praca nad każdą nową historią. Dosyć twórczo, czasami trudno, ale najczęściej sympatycznie.

Trzeci tom „Bram Światłości” został poprowadzony tak, jak Pani zaplanowała? Wprowadziła Pani do zakończenia coś, czego na początku Pani nie przewidziała?

Wszystkie moje zakończenia są dokładnie takie, jak początkowo zakładam. Nigdy nie siadam do książki i nie zaczynam pracy, jeśli nie mam całkowicie opracowanego planu, jak wszystko ma wyglądać. Książkę opowiadam sobie w głowie kilkanaście, nawet kilkadziesiąt razy, a dopiero potem, kiedy w gruncie rzeczy jest gotowa, zaczynam ją pisać. Oczywiście to nie tak, że pisanie to tylko przelewanie na papier czegoś, co zostało już stworzone, bo przecież cała historia wciąż znajduje się w sferze wyobraźni. Po prostu wiem, co się będzie działo w powieści; wiem, jak powinny przebiegać sceny; jak rozwinie się fabuła, jak całość powinna się skończyć. Nie ukrywam jednak, że mimo wszystko pisanie jest na tyle kreatywnym procesem, ze niektóre rzeczy ulegają zmianie czy drobnym korektom.

Czy jakieś wątki, na przykład poboczne, mogą być ziarenkiem do powstania kolejnej części, która jeszcze bardziej rozszerzy to uniwersum?

Nie wiem, bo tak naprawdę nigdy o tym nie myślałam. W tej chwili chcę wrócić do „Takeshiego”. Mam jeszcze dwa inne projekty. Przynajmniej dwa, może nawet więcej. Dwa kolejne pomysły też gdzieś tam sobie kiełkują. Dotyczą dziedzin, którymi wcześniej się nie zajmowałam, ponieważ lubię zmieniać gatunki w obrębie fantastyki i robić rzeczy, których nie robiłam do tej pory. Gdybym cały czas pozostawała w jednym świecie, w jednym uniwersum bardzo bym się tam nudziła. Nawet gdyby udawało mi się go cały czas dobrze prowadzić i rozbudowywać tak, żeby był interesujący i nośny, to myślę, że potwornie bym się znużyła, na przykład, siedząc przez te dwadzieścia lat tylko i wyłącznie w anielskich klimatach.

Może Pani uchylić rąbka tajemnicy na temat pozostałych dwóch projektów?

Jeden, który bardzo mnie kusi, dotyczy świata, który jest space operą, science fiction. Pomysł nie byłby tym razem oparty na żadnych mitologiach, antycznych kulturach i inspiracjach, z których zwykle korzystam. To zupełnie autorski zamysł. Natomiast drugi ma związek z II wojną światową w Polsce. Tutaj należy pamiętać o olbrzymim researchu, który musiałabym zrobić, żeby pokusić się o tak trudny temat. Nie wolno by mi było popełnić błędu, pomylić się w kwestiach politycznych, historycznych, strategicznych, taktycznych czy po prostu dotyczących tamtejszych realiów, bo to by się skończyło wstydem i istną katastrofą. Wciąż się zastanawiam, czy w ogóle podjąć się pisania takiej książki. To kuszące, ale wiem, że jednocześnie bardzo trudne. Także ze względów historycznych czy rodzinnych.

Co skłoniło Panią do stworzenia uniwersum, które skupia się na aniołach?

Wykłady na Uniwersytecie Warszawskim. Inspiracją była wiedza, którą zdobyłam, studiując archeologię śródziemnomorską, Dziwnie to wszystko się ułożyło, bo kiedy wybierałam sobie archeologię jako kierunek, myślałam, że moją pasją okaże sie starożytność. Ciekawią mnie i zawsze ciekawiły, jak łatwo można się domyślić, starożytne kultury i cywilizacje, no i oczywiście mitologie. Z drugiej strony, wybierając archeologię, wyobrażałam sobie, że pomoże mi stwarzać, kreować fantastyczne światy. Postrzegałam ją jako łamigłówkę z rozproszonych i fragmentarycznych kawałków, jako niepełne puzzle, elementy układanki, które trzeba wyciągnąć z ziemi i odtworzyć, a następnie zacząć budować na ich podstawie cały, spójny świat. Mając tylko drobne odpryski zachowane przez wieki, należy wymyślić, w jaki sposób taka cywilizacja mogła funkcjonować, jak wyglądać. Budowanie teorii archeologicznych miało mi pomóc w stworzeniu własnych światów. Natomiast okazało się, że nie to stało się dla mnie inspiracją, tylko ogromna dostępność do źródeł.

Jeśli chodzi o anioły, pomysł na pisanie o nich powstał w momencie, w którym zaczęłam uczęszczać na cykl wykładów profesora Wiercińskiego, który zajmował się, między innymi, antropologią magii i religii. Tam dowiedziałam się zdumiewających rzeczy o skrzydlatych, np. że anioły, ich imiona i funkcje występują w kontekstach czarnej magii, że tworzą jakieś przedziwne hierarchie, że są skłonne do zupełnie ludzkich emocji jak zdrada, nieposłuszeństwo, zazdrość czy namiętność. Ze zdziwieniem odkryłam istnieją niesłychane teorie teologiczne, mistyczne, spirytystyczne na temat aniołów wymyślane przez ludzi już od starożytności. Wszystko wydawało mi się na tyle fascynujące, że postanowiłam najpierw choć trochę zgłębić temat. Gdy zaczęłam bardziej zanurzać się w angelologię, doszłam do wniosku, że z tego materiału można zbudować naprawdę fajny świat, można stworzyć ciekawych bohaterów i interesującą powieść. Na początku mój zachwyt skrzydlatymi zaowocował tylko jednym opowiadaniem – „Sól na pastwiskach niebieskich”, ale potem pomyślałam, że mam jeszcze bardzo dużo do powiedzenia w tym uniwersum i chciałbym sama lepiej je poznać i rozwijać. Zaczęło się od cyklu opowiadań, a potem powstały powieści.

Czy sposób pracy nad opowiadaniem różni się znacząco od pracy nad powieścią? Woli Pani tworzyć rozbudowane cykle czy krótsze formy?

Nie lubię ani rozbudowanych cykli, ani samych krótkich form. Uważam jednak, że staż autorski zazwyczaj skłania człowieka do pisania dłuższych form i powieści, bo opowiadanie wydane w czasopiśmie, gazecie, broszurze jest w pewnym sensie czymś ulotnym, a powieść może być, w pewnym sensie, trwalszym dorobkiem. Konkretnym przedmiotem opatrzonym okładką z nazwiskiem autora i tytułem. Tomem na półce. Wracając do drugiej części pytania, myślę, że nie ma specjalnej różnicy. Opowiadania pisze się tak samo jak powieści, tylko czasami trochę trudniej.

Trudniej?

Czasami tak, ponieważ to jest jednak zwarta, krótka forma, w której trzeba dużo zawrzeć. Należy umieścić te same elementy, które są w powieści, m.in. rozwinięcie, zwroty akcji, puentę. Pointa jest nawet zwykle ważniejsza niż w wypadku dłuższego tekstu. Jednocześnie miejsca jest niewiele, więc trzeba trzymać się w ryzach, jeśli chodzi o narrację. Nie da się nudzić i lać wody, bo forma wymusza lakoniczność. Ale to tylko moje zdanie. Są przecież pisarze, którzy zasłynęli pisaniem opowiadań, niejednokrotnie tacy mistrzowie jak O. Henry, Bradbury czy Kuttner. Uważam, że tworzenie opowiadań to bardzo dobre ćwiczenie dla debiutantów. Znacznie lepiej zaczynać od opowiadań i na nich wyrabiać sobie warsztat, niż od razu rzucać się na głęboką wodę i zaczynać od powieści, które często bywają zakrojone na kilkanaście tomów. Tak ogromy zamysł potrafi przerosnąć początkującego autora. Moim zdaniem lepiej poćwiczyć na czymś trochę krótszym.

Nie da się ukryć, że jest Pani doświadczoną pisarką. Czy po tylu latach praktyki nadal potrzebna jest wena, aby zacząć pisać? A może teraz to już kwestia nawyku?

Kiedyś stwierdziłam ponuro: pisarz nie ma weny, pisarz ma terminy. Co oczywiście jest w pewnym sensie prawdą. Pisanie zawodowe trochę się różni od pisania sporadycznego, wymaga większej dyscypliny, codziennej pracy, ale zdarza się tak, że przychodzi zły dzień, nie ma nastroju, zdania potykają się o siebie, wątki się nie kleją, dialogi są drewniane,  człowiek siedzi i męczy się nad scenami, które powinny być proste, a za nic nie chcą, albo zawiesza się nad czymś, wydawałoby się, niekłopotliwym.

Uważam, że w takiej sytuacji należy odpuścić, bo to nie ma najmniejszego sensu kontynuować pracy. Napisany na siłę tekst będzie po prostu wymęczony i nieciekawy. Na drugi dzień czy za kilka dni, kiedy będę musiała zredagować to, co do tej pory zrobiłam, okaże się, że taką scenę trzeba będzie całkowicie przebudować albo w ogóle wymienić na nową, napisaną w całkowicie inny sposób. Nie ma sensu się napinać, żeby jednak coś napisać, kiedy praca nie wychodzi, nie przynosi efektów. Przynajmniej w moim przypadku na pewno nie ma. Są dni, w których rzeczywiście ciężko jest stworzyć coś sensownego, a są też takie, kiedy pracuje się, jak to określam, „na fali wznoszącej”. Wtedy rzeczywiście można napisać długi fragment tekstu, nie tracąc na jakości.

Ja się, na przykład, szybko męczę i nie pracuję długo. Piszę od czterech do sześciu godzin dziennie, dlatego że potem czuję się zmęczona i widzę, że psuję język, stosuję nieciekawe metafory albo spieszę się żeby jak najszybciej skończyć scenę, a wszystko w efekcie jest nie najlepsze. Wtedy przerywam pracę, ponieważ jak mówiłam, walka z rzeczywistością nie ma sensu. Lepiej przerwać, odpocząć, niż tracić czas.

Czy porzuciła Pani jakiś zaczęty już projekt?

Od bardzo wielu lat nie. Gdy byłam jeszcze bardzo młoda, jako nastolatka coś tam zaczynałam i nie kończyłam. Miałam jakieś pomysły, ale nie byłam w stanie ich zrealizować, bo odechciewało mi po drodze się albo uznawałam, że są nieciekawe. Czasem zwyczajnie brakowało mi umiejętności i doświadczenia. Natomiast odkąd zaczęłam regularnie wydawać, a potem pracować jako pisarz zawodowy, takie sytuacje już mi się nie zdarzają. Po prostu staram się, żeby moje książki były przemyślane i sensowne. Krótko mówiąc, nie pracuję z materiałem, który nie rokuje.

Od ponad dwudziestu lat czytelnicy mogą poznawać kolejne historie Pani autorstwa. Czy zauważyła Pani jakieś zmiany na rodzimym rynku oraz w postrzeganiu fantastyki przez polskich odbiorców?

Na pewno zmienił się na tyle, że w ogóle pozwolił nam, pisarzom fantastyki, w jakikolwiek sposób funkcjonować i żyć z pisania. I to jest największa zmiana, najbardziej pozytywna. Kiedy debiutowałam i marzyłam o pisaniu, to nie wyobrażałam sobie tego, że można w jakimkolwiek sensie pracować zawodowo, pisząc fantastykę. Wtedy było wiadomo, że prawdopodobnie będę musiała iść drogą, którą szli moi poprzednicy, wielcy polscy pisarze fantastyki, który pisali od czasu do czasu, a zawodowo pracowali w innych dziedzinach, bo to wymuszał na nich rynek wydawniczy. Innymi słowy, myślałam, że powinnam zaczepić się gdzieś na uczelni i po prostu kontynuować karierę naukową, na skalę, na którą będzie mnie stać, a od czasu do czasu, raz na pięć albo na siedem lat, wydać książkę.

Tak to funkcjonowało w Polsce przez wiele lat, ale na szczęście rynek zmienił się na tyle, że ludzie otworzyli się na fantastykę. Na polską fantastykę. Dzięki temu pojawili się pisarze zawodowi oraz pisarze, którzy mają także inne zawody, ale regularnie piszą dużo dobrych i ciekawych rzeczy. Lubimy narzekać, że czytelnictwo tak bardzo spada i że jest coraz gorzej, natomiast kiedy ja patrzę wstecz, muszę przyznać, że nie jest tak źle, bo przecież dużo lepiej niż kiedyś. I tej nadziei się trzymajmy.

Rozmawiała: Joanna Kułak

fot. Krzysztof Zatycki

Słowa kluczowe: pisarka, rozmowa, autorka, powieść, książka
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Audiobooki bez limitu
EmpikGO z kampanią TV - "Audiobooki bez limitu"

Wśród dostępnych w abonamencie pozycji znajdziemy wiele bestsellerów oraz nowości rynkowych.

Książkowy prequel "Stranger Things" już wkrótce w Polsce

Znana seria doczekała się wersji drukowanej. Czego możemy się spodziewać?

Nagroda literacka Gdynia 2019
Można już zgłaszać książki do Nagrody Literackiej GDYNIA 2019

Rozpoczyna się 14. edycja konkursu Nagroda Literacka GDYNIA.

Polecamy
Dorośli Harry Potter, Hermiona i Ron.  J.K. Rowling pisze ciąg dalszy!
Dorośli Harry Potter, Hermiona i Ron. J.K. Rowling pisze ciąg dalszy!

J.K. Rowling opublikowała nowy rozdział o dorosłym życiu uczniów Hogwartu.

Thor jest teraz kobietą!
Thor jest teraz kobietą!

Jeden z najbardziej kultowy superbohaterów zmienia płeć. Chris Hemsworth nie będzie zadowolony.

Ostatnio dodane
Audiobooki bez limitu
EmpikGO z kampanią TV - "Audiobooki bez limitu"

Wśród dostępnych w abonamencie pozycji znajdziemy wiele bestsellerów oraz nowości rynkowych.

Książkowy prequel "Stranger Things" już wkrótce w Polsce

Znana seria doczekała się wersji drukowanej. Czego możemy się spodziewać?