Agatha Christie chwilę popełnienia morderstwa nazywała „godziną zero". Był to moment kulminacyjny, zwieńczenie żmudnych przygotowań i czas realizacji planu. Śmierć ofiary i rozpoczęcie śledztwa. Dla nadkomisarza Jarosława Patera sprawa mordercy z Pomorza nie stanowi jednak początku. Właśnie nastąpił ciąg dalszy wydarzeń sprzed lat...
W medycynie sądowej różami cmentarnymi określa się plamy opadowe, jakie powstają na ciele ofiary w wyniku długotrwałej agonii. Właśnie ten termin postanowili wykorzystać w tytule książki autorzy drugiej części cyklu o nadkomisarzu Jarosławie Paterze, znanym z „Alei Samobójców". Marek Krajewski i Mariusz Czubaj, gdyż o nich tu mowa, tym razem sięgają do mrocznych spraw z przeszłości, aby na ich tle zarysować historię morderstwa dziewczyny z tajemniczym tatuażem.
Właśnie trwa sezon wakacyjny, nadmorskie plaże przeżywają oblężenie turystów, wśród których nietrudno znaleźć handlarzy narkotyków, dość swobodnie prowadzące się dziewczyny i podejrzanych muzyków. Dla potencjalnego mordercy jest to sytuacja niezwykle korzystna - tu każdy wydaje się być podejrzany, zatem śledczym niełatwo będzie wpaść na właściwy trop. Za sprawą tajemniczych listów i informacji napływających z całej Polski o pojawieniu się naśladowcy zbrodni przed lat, cała trójmiejska policja zostaje postawiona na nogi.
Nadkomisarz Jarosław Pater właśnie planuje urlop na Folegandros, gdzie zamierza udać się w towarzystwie ślicznej Joanny. Niestety zamiast odpoczywać od trudów policyjnego rzemiosła, Pater musi zmierzyć się z mordercą dziewczyny, której zwłoki znaleziono na plaży we Władysławowie. Ciało denatki zdobił tatuaż przedstawiający różę wspartą na krzyżu - dokładnie taki sam, jaki nosiła inna dziewczyna, zamordowana kilka lat wcześniej. Teraz Pater nie szuka już tylko tajemniczego naśladowcy - wraca do nigdy nie rozwiązanej sprawy podwójnego morderstwa. I być może nareszcie ma szansę pozbyć się dręczących go upiorów z przeszłości.
Najnowsza powieść Marka Krajewskiego i Mariusza Czubaja z pewnością trzyma poziom poprzednich kryminałów autorstwa tych panów. Miłośnicy Eberharda Mocka mogą czuć się lekko rozczarowani - w „Różach cmentarnych" nie ma zbyt wielu naturalistycznych opisów gnijących szczątków i strupieszczałych zwłok, jak to bywało w serii opowieści z Breslau Marka Krajewskiego. Nie ma tu również relacji z seksualnych orgii ani sadystycznych scen. Mimo to czytelnik nie powinien czuć się znudzony. Autorzy koncentrują się głównie na dedukcyjnej stronie śledztwa, łączeniu faktów i odkrywaniu zaskakujących zbiegów okoliczności. Pozornie logiczne rozwiązania okazują się być tylko niejasnymi przesłankami prawdy. A ta nigdy nie jest oczywista.
Natalia Łach
(natalia.lach@dlastudenta.pl)















