Wybierz miasto
Kultura Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

Klucze do wyobraźni

2013-01-16

Twórca i tak nie ma wpływu na odbiór ani na to, kto po jego tekst sięgnie i co z nim zrobi – mówi Michał Kotliński, autor książki „Święty od ćpunów”, która w styczniu trafi do księgarń.

Janina Koźbiel: Z tropów, które Pan rozsiewa w swoich tekstach, wynika dla mnie, że jest Pan zafascynowany Palahniukiem. I to ta fascynacja określa Pana styl?
Michał Kotliński: Choć jestem dzieckiem polonistów, w okresie nastoletnim, w liceum, dość mało czytałem. W dzieciństwie owszem, tak. Teraz, kiedy zacząłem pisać, staram się to jakoś nadrobić, ale siłą rzeczy  lektury wyglądają już nieco inaczej niż w szkole. A Palahniuka czytam, podobnie jak znajomi. Mogę powiedzieć, że – przede wszystkim – film nakręcony na podstawie jednej z jego książek – "Podziemny krąg" – był dla nas filmem kultowym. A jeśli chodzi o inne jego powieści, dostrzegam, że zostały zrobione na tym samym patencie. Nie mówię, że jestem jego fanem, ale – faktycznie – znam.

Podobieństwa nie muszą oznaczać naśladownictwa, mogą być dowodem na pokrewieństwo duchowe, podobieństwo wrażliwości, mającej wpływ na odbiór świata. Dla Pana też – jak dla Palahniuka – charakterystyczna jest pewna lapidarność w konstruowaniu zdania, powtarzalność niektórych fraz, która zbliża język do poezji...
Prawie nie czytam poezji, mogę chyba powiedzieć, że nie bardzo ją rozumiem. Jeśli sięgam po jakieś tomiki i nie odkładam ich z powrotem na półkę, to okazuje się, że jest to... Allen Ginsberg. Tak, jego czytam z jakimś upodobaniem... I gdybym miał się zastanowić, dlaczego tak się dzieje, to wydaje mi się, że przemawia do mnie to, że te wiersze zapisane są tak, jak są zapisane, bo zbliżają się do prozy.

Ale kondensacja treści jest przeważnie inna w poezji niż w prozie. Mnie się zdaje, że  podstawą  akceptacji może być raczej bunt wobec rzeczywistości. A poza tym pokazuje Pan ludzi, którzy nie potrafią się obejść bez narkotyków. Pan wykorzystuje jakieś własne doświadczenia?
Miałem różne doświadczenia, ale nie byłem ani alkoholikiem, ani narkomanem.                                                                                                                                   

Motywy mogą być rozmaite, ale zdarza się u wielu artystów  –  m.in. u Ginsberga, o którym Pan wspomniał – że podstawowym było szukanie podniety dla wyobraźni, otwieranie drzwi percepcji, jak to niektórzy nazywają.
Jeśli chodzi o Ginsberga, to on po tych wszystkich swoich doświadczeniach wyraźnie powiedział, że na trzeźwo widzi więcej niż pod wpływem LSD, którego używał wcześniej. Ale trzeba przejść tę drogę, żeby sobie to uświadomić. A kiedy się na tę drogę wejdzie, bywa, że powrót jest niemożliwy.

To ostatnie zdanie jest ważne jako Pański komentarz do książki. Gdzieś z tyłu głowy mam pytanie, czy można ją odczytać jako pochwałę pewnego stylu życia.
Nie jest tak, że ja piszę "żyjcie tak czy inaczej". "Święty od ćpunów" to jest coś, co z siebie dałem światu. Może to brzmi patetycznie, ale coś w tym jest. Szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad tym zupełnie, jak czytelnik to odbierze. Uważam, że twórca nie może się tym przejmować. I to nie jest tylko moje zdanie. Jest taki polski raper, Sokół, który pytany kiedyś, jak się czuje wobec młodych ludzi, którzy go słuchają i uważają za autorytet, odpowiedział, że o tym w ogóle nie myśli. Wie pani, to jest za trudne. Prawda, te teksty nie zawsze są łatwostrawne, to nie są teksty Małgorzaty Musierowicz, bez obrazy; nie ma tam jakichś pozytywnych wzorów. Ale bycie w takiej pozycji – z jednej strony tworzącego, z drugiej – zastanawiającego się, jak coś można odebrać, mogłoby doprowadzić do obłędu. Twórca i tak nie ma wpływu na odbiór ani na to, kto po jego tekst sięgnie i co z nim zrobi.

Pisarz strzela, wydawca udaje, że nie wie, jakimi kulami, ale po cichu liczy na efekt... finansowy? Kiedy Pan puszcza swoje dzieło w świat, mogą powstawać realne skutki tego faktu. Jak było  z pierwszą książka? Nie zakładał Pan, że to będzie książka dla młodzieży?
Absolutnie nie, po prostu pisałem, skończyłem, a potem dowiedziałem się, że jest taki konkurs. Pomyślałem, czemu nie spróbować. Wysłałem. Okazało się, że się spodobało. Dostałem pierwszą nagrodę.

Przyczyną ucieczki w narkotyki może być doświadczenie frustracji.  Pan takie doświadczenie ma czy je wykreował?
W tej chwili raczej nie. Stałej pracy jeszcze nie podejmuję, więc i nie szukam; tylko jakieś roboty dorywcze się zdarzają. Mam taką skłonność, że skupiam się przeważnie na jednej rzeczy, a studia są w tej chwili dość absorbujące. I w ogóle wychodzę z założenia, że lepiej zawsze próbować coś zrobić, nawet coś małego, niż gadać o tym, że jest źle. Może jest mi łatwo to mówić, bo nie każdy ma tak, że może sobie tyle lat studiować, a jeszcze wybierać kierunki, zmieniać je (…).

(Całość do przeczytania na: www.jankawydawnictwo.pl; wywiady)

Rozmawiała Janina Koźbiel

Fot. archiwum autora

Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Brak komentarzy.

 
BLOK PROMOWANY
Weź udział w konkursie i poznaj moc jagód acai!Przetestuj nowe kosmetyki Ziaja polecane w pielęgnacji współcześnie wrażliwej skóry.
FB dlaMaturzysty.pl reklama