Menel jaki jest, każdy widzi. Brudny, śmierdzący, zarośnięty, ubrany w stare, zniszczone ubrania, które często pamiętają czasy Polski Ludowej. No i natarczywy. Ile razy każdy z nas - porządnych, ciężko pracujących obywateli - spotkał się z tą nieustępliwą chęcią wyciągnięcia od nas chociaż złotówki - potrzebnej, rzecz jasna, do celów nie godzących w ludzką moralność (z reguły „na chleb"). Społeczny margines, do jakiego zaliczani są wszelkiej maści menele, żebrzący pod sklepami o możliwość odwiezienia wózka, jest dla ogółu społeczeństwa tym, czym dla dobrze ułożonej rodziny krewny w więzieniu (względnie w sejmie). Nic więc dziwnego, że zbiorowość ludzka odcina się od członków jej najniższej warstwy.
Kup książkę>>
Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której to właśnie typowy, podręcznikowy (o ile w ogóle powstały kiedykolwiek tego typu podręczniki) menel objawia się jako wyzwolony wolnomyśliciel, spoglądający z intelektualnych wyżyn na zaślepioną, ludzką tłuszczę. Literatura zna przypadki takich wybitnych jednostek, zamkniętych w cuchnących ciałach wyrzutków społecznych (vide Diogenes z Synopy). Najnowsza powieść Przemka Obłockiego, trójmiejskiego prozaika i publicysty, w sposób subtelny i oryginalny rozwija ten interesujący motyw, stawiając przed czytelnikiem pana P.
P. (zwany też Słodkim Śmieciem, ze względu na zamiłowanie do słodyczy) nie do końca jest jednak takim Diogenesem, jakiego znamy z historii greckiej filozofii. Na co dzień nie różni się niczym od klasycznego żula. Mieszka w Czwartej - niewielkiej mieścinie gdzieś na peryferiach stolicy, za dom służy mu rozstawiony pod hipermarketem namiot, a za główne zajęcie - zaczepianie „nieasertywnych" klientów w celu zdobycia pożywienia. Wyróżnia go jednak inteligencja przejawiająca się w trafności i zjadliwości ocen elementów składowych otaczającej go rzeczywistości, która bezpośrednio przekłada się na fakt, że (ku wątpliwej uciesze samego P.) dla mijających go codziennie ludzi staje się powiernikiem najgłębszych sekretów. Poznając historie kolejnych klientów, w duszy Słodkiego Śmiecia następuje synteza jego własnych, tragicznych wspomnień, która owocuje koniecznością postawienia sobie idealistycznego, utopijnego celu - próby przeciwstawienia się systemowi, symbolizowanemu przez despotycznego kierownika hipermarketu „Oszczędź Grosza".
Ponad tym wszystkim znajduje się tytułowy zielony księżyc, któremu wieczorami zwykł przyglądać się główny bohater. Odzwierciedla on nie tylko stan duszy P. (koniec końców symbolicznie traci swoją wyjątkową barwę), lecz jest także biernym obserwatorem batalii między bezwzględnym i zimnym ładem cechującym zautomatyzowane, pozbawione własnej opinii, zmacdonaldyzowane społeczeństwo a niczym nieskrępowaną wolnością, przejawiającą się w altruistycznym i minimalistycznym podejściu do życia doczesnego.
Opłocki pod maską P. - menela i wyrzutka społecznego, ukrył postać bliższą romantycznym indywidualistom, suto oblaną sosem sarkazmu i ironii, typowych dla współczesnych form publicystycznych. I chociaż miejscami dowcipowi Słodkiego Śmiecia brakuje polotu i oryginalności, to w ostatecznym rozrachunku jest to postać w sposób niezwykle ciekawy łącząca przykryty grubą warstwą kurzu sentymentalny idealizm z brutalnym realizmem na miarę XXI wieku.
„Zielony księżyc" to powieść, która mimo niewielkiej objętości (niecałe 120 stron), przekazuje pokaźną ilość treści. Autorowi udało się udowodnić, że mimo wszechobecnego zaślepienia i bezwzględności społeczeństwa, nadal możliwa jest wiara w Kuni Szawę, trzynastowiecznego mistrza sumo „Na-Nic-Wali" i zielony księżyc zamieszkany przez „inwazjujące" ufoludki i pana Twardowskiego.
Przemysław Opłocki, "Zielony księżyc", Wydawnictwo Area, premiera styczeń 2010
Dariusz Rybacki
(dariusz.rybacki@dlastudenta.pl)















